Kenneth Anderson Ryk tygrysa wydanie 1
Wystaw opinię o produkcie
Ceny podane bez kosztów dostawy.
Ceny podane bez kosztów dostawy.
Kod produktu: 21216
Opis

Ryk tygrysa
AUTOR
Kenneth Anderson
OPIS:
Książka w dobrym stanie, lekko pożółkłe strony,
Oprawa miękka w obwolucie
Wydanie 1
Ciekawie napisana książka, na którą składa się 9 opowieści o polowaniu na te imponujące drapieżniki – Polecam - wartka akcja i bardzo ciekawa lektura.
„Ryk tygrysa. Spacer o świcie” - Poojaris (*Plemię Poojaree było w Indiach otoczone pogardę i nie należało do żadnej kasty) budzi nas uporczywym, cichym szeptem:
- Dorai, dorai, yeancheko, knarl munni agadho! - co znaczy: - Panie, panie, wstawaj. Już czwarta.
Szepce nam te słowa do ucha, najpierw mnie, potem Johnowi, gdyż nie pozwoliłby sobie dotknąć żadnego z nas. Przecież Poojarisi, odkąd pamięć ludzka sięga, byli pozbawieni przynależności kastowej i samo ich zbliżenie się do innych osób, nie mówiąc już o dotknięciu, uważane było za najwyższą obrazę.
Usiedliśmy szybko na posłaniu, bo w dżungli nawet sekunda opieszałości może zadecydować o życiu lub śmierci. W ognisku żarzyły się węgle, a rzucany przez nie blask wydobywał z cienia pnie olbrzymich drzew. Las otaczał nas z trzech stron. Przed nami widniała w świetle gwiazd blada smuga rzeki i słyszeliśmy głośny szum, z którym wyłaniała się z dżungli, by za chwilę ponownie w niej zniknąć.
Obozowaliśmy na polanie, blisko skraju lasu i brzegu rzeki. Tubylec czuwał całą noc pilnując ogniska, które zabezpieczało nas w czasie snu przed niepożądanymi wizytami zabłąkanego słonia-samotnika lub niezwykle zuchwałego krokodyla. Nadbrzeżny piasek, na którym spaliśmy, odstręczał mniejszych, lecz równie niebezpiecznych wrogów, takich jak węże i skorpiony, które nie lubią pełzać po tego rodzaju gruncie.
Spaliśmy bez przykrycia, bo noc była ciepła, a żar bijący od ogniska chronił nas przed rosą. Zawiesiłem nad ogniem mały kociołek z wodą na herbatę, Ten orzeźwiający napój jest zawsze pożądany w obozowych warunkach. Poszliśmy potem nad rzekę umyć się szybko przed śniadaniom.
Kiedy wróciliśmy, woda w kociołku już wrzała i wkrótce usiedliśmy przed namiotem, każdy z kubkiem herbaty w ręku. Podpłomyki i dojrzale banany uzupełniały nasze śniadanie, które może nie było godne królów, ale pod względom zdrowotnym żadne inne nie mogłoby mu dorównać.<BR>Szybko skończyliśmy jeść i zabraliśmy się do sprawdzania broni, z którą mieliśmy wyruszyć na nasz poranny rekonesans u podnóża gór. Tereny te zaczynały się niecałe ćwierć mili od naszego obozu i wznosząc się stopniowo osiągały kulminacyjny punkt na szczycie Ponachimalai, mającym przeszło pięć tysięcy stóp wysokości, od którego dzieliło nas w linii prostej sześć mil.
Mój niemy, ale wypróbowany przyjaciel i wieloletni towarzysz niezawodny w niebezpiecznych momentach, winchester 405, z którego wszyscy pokpiwają, nie wymaga specjalnej troski. Podobnie jak ja jest egzemplarzem starej daty i usiłuje być samowystarczalny. Przyznają, że wygląda bardzo niepozornie przy dziesięciostrzałowym springfieldzie U.S.3006 Johna...
Spis treści:
- Spacer o świcie;
- Nowicjusz z Manchi;
- Kulawy postrach z Peddacheruvu;
- Wróg ludzi z Talainovu;
- Sher Khan i ludojad z Bettamugalam;
- Potwór z Bellundur;
- Dziwne zdarzenia;
- Nadprzyrodzone zjawiska;
- Co przyniosła burza.
Liczba stron: 312
Opinie
Jeśli dodałeś/-aś recenzję, a nie pojawiłą się na liście, być może oczekuje na moderację.

